chad-yes-cover

Filozofia TAK, czyli na pohybel nihilizmowi

Naprawdę uważasz, że istnieje obiektywna prawda? Serio sądzisz, że cywilizacja łacińska jakkolwiek przerasta dziesiątki pozostałych? Autentycznie twierdzisz, że etyka sprzed paru tysięcy lat ma przewodzić naszym nowoczesnym społeczeństwom? Bez żartów myślisz, że to akurat twój bóg jest jedynym prawdziwym?

TAK

Coraz częściej zdaje mi się, że za mało uwagi i zainteresowania przykładanego jest wszelkiego rodzaju memom rozprzestrzeniającym się po internecie. Ciekawymi zwłaszcza są te, które wychodzą z samego epicentrum opinii młodego pokolenia na temat otaczającej ich (nas) rzeczywistości. Mam tu na myśli niszowe fora, zrzeszające samozwańczą elitę przeróżnych subkultur, z której kreatywnych szyder naśmiewają się, z często wielomiesięcznym opóźnieniem, hordy bezbeków i normików. Ci ostatni to osoby, które nie są i nie będą w stanie pojąć wielowarstwowego i awangardowego humoru płynącego z sieciowego olimpu. Jedynie podejmując ten temat już narażam się na zaliczenie mnie do tej grupy, dlatego też dogłębniejszą analizę zjawiska zostawię sobie na kiedy indziej. To, co poruszę w tym wpisie to tylko jeden z płomyków tej twórczości, który zanieśli nam ostatnio sieciowi Prometeuszowie. Mem, którego prostym przesłaniem jest TAK w stronę nieustającego NIE albo, co gorsza – NIE WIEM.

Czyli, mówisz, że Bóg, który jest jednocześnie człowiekiem zrodził się z dziewicy, umarł i zmartwychwstał? I, że jest jednym i w trójcy na raz? I sądzisz, że podaruje ci życie wieczne? TAK.

To tylko jeden z licznych przykładów memów, które w taki sposób mają wyrażać bezkompromisową afirmację jakiegoś – często kontrowersyjnego – poglądu. Oczywiście mamy do czynienia z nieokiełznanymi wiatrami internetu, więc wersji obrazka mężczyzny z kwadratową szczęką powstały już tysiące. Często zresztą poszczególne mutacje doprowadzają go do zupełnej abstrakcji oraz są tworzone przez obie skrajne sigmy światopoglądowego rozkładu Gaussa. Pomimo tego, ośmielam się stwierdzić, że jest coś pouczającego, czego możemy – a może i musimy – się nauczyć od tej nordyckiej postaci.

Coraz częściej bowiem przychodzi nam stanąć przed jednoznacznym wyborem. W obliczu kontestowania przez przydomowych filozofów lwiej części dobytku cywilizacyjnego, walki z zastanymi standardami etycznymi oraz braku konstruktywnej dyskusji, relacje społeczne stają się ostatecznie spolaryzowane. To już nie czas dla symetrystów, którzy w każdym pomniejszym sporze starają się znaleźć wymarzoną nić porozumienia. Niegdyś osobom opatrznie zrozumianym, bądź nieodpowiednio sformatowanym wmawiano pochodzenie wielbłądzie, dziś mówimy o pochodzeniu przynajmniej kułaczym, jeśli nie lwim. Czy oznacza to jednak walkę na wszystkich frontach ze światopoglądowymi antagonistami?

Nie. Walka o powrót na, wytyczony przez minione pokolenia, trakt postępu musi odbywać się na froncie fundamentalnych prawideł, które stały u jego początku. Każda dyskusja, której tłem jest odwrócenie dotychczasowego biegu historii, musi doprowadzić ostatecznie do podpisania definitywnego protokołu rozbieżności. Protokół ten zaś sięgać będzie do samego zarania ludzkiej filozofii, czy też kultury. Pytań o to, czym jest prawda, dobro i piękno. Pytań o to, czy powinniśmy poznawać siebie przez spoglądanie na Boga, czy też sami jesteśmy sobie prawem i mądrością. To pytania dotyczące tego, czy historię pisać dalej, czy zapisaną kartkę zgnieść i z wściekłością wyrzucić za okno.

Do tych absolutnie dziejowych pytań dochodzi kwestia tego, co mówić dziś wypada, a czego nie. Nie podpisując się bowiem pod rozkładem dotychczasowego porządku stajemy się, co najmniej społecznymi mienszewikami – a co dopiero, gdy tej transformacji spróbujemy się sprzeciwić. W momencie, w którym odpowiadamy A, gdy inni mówią Z, musimy się tłumaczyć z pominięcia innych liter. Wtedy to właśnie przychodzi nam rozkładać wszystko na czynniki pierwsze, tak jakby każdy element cywilizacyjnej układanki był osobną obrazą dla człowieka współczesnego. Pozostaje wtedy powiedzieć proste TAK, które jednocześnie będzie stanowczym NIE dla tego, co stara się cofnąć nas ku prapoczątkom.

TAK dla fundamentalnych zasad chrześcijańskiego porządku społecznego, nie oznacza jednak afirmacji dla wszystkiego, co się z niego zrodziło. Napisałem bowiem, że chcemy wrócić na drogę rozwoju – tą którą podążaliśmy przez ponad dwa tysiące lat. Oczywistym jest, że wielokrotnie z drogi tej zbaczaliśmy, a i często przecieraliśmy obok osobną, która pomimo podobieństwa do oryginalnej, wiodła nas ku upadkowi. Sprawa rozbija się raczej o to na czym opieramy nasz rozwój i w którą stronę zamierzamy podążać. Jesteśmy powołani do odnawiania naszego świata, ćwiczenia sprawności w naszej sprawiedliwości, moralności i solidarności. Nie równa się to jednak ze ślepym podążaniem za znanymi nam z przeszłości implementacjami zasad, które mają nam przyświecać – nasza historia to raczej opis drogi ku czemuś lepszemu, a nie obudowania się murami przyzwyczajeń. Dlatego też może się okazać, że po oddzieleniu ziarna od plew, nasi dawni sojusznicy staną się przeciwnikami, tak jak to wielokrotnie się zdarzało.

Ostatecznie, Filozofia TAK to również zamach na nihilizm, w wielu znaczeniach tego słowa. To opowiedzenie się jasno po stronie CZEGOŚ w opozycji do schlebiania NICZEMU. W przeciwieństwie do tych, którzy odrzucając świat pogrążają się we własnej bezcelowości, my – śladem pewnego dość znanego augustiańskiego mnicha – powiemy z odwagą, że nawet gdyby jutro miał się skończyć świat, to jeszcze dziś posadzimy drzewko jabłoni. To nie tylko batalia z NIE dla jakiegokolwiek sensu, moralności czy nawet samego poznania, ale również odpowiedź dla wszystkich tych, którzy nie mogą się w życiu znaleźć. Gdy inni coraz częściej zamiast żyć obarczają swój umysł nawałem ciągłych wątpliwości, my mówiąc TAK, możemy skupić się na rozwoju cnót i myśli.

Na koniec chciałbym zostawić Czytelnika ze słowami, które moim zdaniem dość dobrze oddają, o co w tym wszystkim chodzi. Przyznam, że mam słabość do rzeczy z pozoru banalnych, które niosą za sobą niewspółmiernie wielkie konsekwencje i zniewalającą siłę. Tak było, gdy w Ewangelii Jana, Chrystus mówi w Getsemani do szukającej go kohorty: Ja jestem. Proste stwierdzenie, po którym stojąca przed Nim liczna a krwawa obława upada na ziemię zwalona niezmierzoną monumentalnością i ostatecznością tych słów. Dlatego właśnie zakochałem się w par excellence człowieczym przemówieniu Piotra Fronczewskiego, na pogrzebie śp. Gustawa Holoubka, którym to skonkluduję te rozważania. Z wielkim przejęciem powiedział on wówczas:

Pozostawiasz nas w czasach kryzysu słowa, kiedy człowiek zastanawia się nad Boskością Chrystusa, mówi o »Bogu urojonym«, próbuje przypisać historii kłamstwo i blef, o miłości mówi jak o przedmiocie ewolucji, podobnej skrzydłom u ptaków i płetwom u ryb. Zastanawiamy się, czy przypadkiem nie zostaliśmy bezmyślnie rzuceni z nicości w nicość. Chcę powiedzieć teraz, bo nie wszystkie rozmowy udało nam się dokończyć, (…), chcę powiedzieć za Ciebie, bo nie wiem, czy zdążyłeś, ponieważ byłeś zajęty żmudnymi i trudnymi przygotowaniami do podróży, (…) Chcę powiedzieć: Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *